wtorek, 22 lipca 2014

3.

Gdy weszłam na halę, zobaczyłam prawie wszystkich zawodników rozciągających się już na podłożu, oprócz jednego. Chodził między krzesełkami na trybunach i powtarzał w kółko: "Zabiję, zabiję. Gdzie są moje skarpetki?!" Rozejrzałam się dokoła.
- Eeee, Mariusz? Przepraszam? - Wlazły podniósł głowę i spojrzał na mnie
- O, Gabi. Co jest?
- Bo szukasz tych skarpetek, no i wiesz... - pokazałam mu palcem oświetlenie, na których zaplątane były jego skarpetki - Chyba się znalazły - usłyszałam śmiech reszty chłopaków, po czym spojrzałam na Mariusza, którego mina w tym momencie mówiła dużo.
- Zemszczę się! - kiwnął palcem w stronę siatkarzy i uśmiechnął się do mnie. Poszedł szukać jakiejś drabiny, żeby je zdjąć, a ja zeszłam na dół. Siadłam na krzesełku obok trenerów. Przyglądałam się im, no bo co miałam robić. A że akurat przed moje oczy napatoczył się Winiar... Chyba odleciałam.
- Gabiiiiii, czemu tak patrzysz na Michała? - Igła pstryknął mi palcami przed oczami
- Na Michała? Nie, czytałam tą kartkę - kiwnęłam głową w stronę wywieszonej przed trybunami kartki, a gdy wszyscy się odwrócili w tamtą stronę, walnęłam facepalma. 
- "Nie stawać na krzesełka" - przeczytał Kubiak - ty chyba literowałaś i czytałaś to kilka razy, bo tyle patrzeć się w tamtą stronę... - zaczął poruszać brwiami patrząc na mnie
- A może pójdziemy na basen, Michałku? - uśmiechnęłam się, a wszyscy wybuchnęli śmiechem
- Dobra dobra, al... - nie dokończył, bo usłyszeliśmy jakieś walnięcie. Tak, Wlazły spadł z drabiny. Podbiegliśmy do niego.
- Żyjesz? - spytał go Zati
- Nie...ale mam skarpetki! - pomachał trzymanymi w ręce skarpetami, a po chwili wstał rozmasowując nogę - Gabi, wpadnę wieczorem. - uśmiechnął się do mnie
- Uuuuu, po co? - nagle obok znalazł się Pit i zaczął ruszać brwiami, jakby miał coś na myśli - Zaprosicie mnie do mnie? Nie? Okej, zapamiętam to sobie. Raz, dwa, trzy, foch. - założył ręce, odwrócił się tyłem do nas i zszedł na dół. Gdy zszedł, odwrócił się znów w naszą stronę i dodał:
- Z przytupem i melodyjką!
Śmiejąc się pokręciłam głową. Po chwili wszyscy zeszliśmy na dół, a trening dalej trwał. Po 2 godzinach wszyscy rozeszli się do pokojów. 

Wzięłam do ręki swoją teczkę, długopis i wyszłam z pokoju. Musiałam pozapisywać kto mieszka w jakim pokoju, i z kim. Na początku zapukałam do drzwi na przeciwko. Otworzył mi Michał z mokrymi włosami, z których jeszcze kapała woda i z ręcznikiem przepasanym na biodrach. Jezu.
- Przepraszam, ale muszę pozapisywać kto mieszka w którym pokoju. Mieszkasz z kimś?
- No normalnie to z mamą i tatą...
- Pytałam, czy tutaj, w tym pokoju mieszkasz z kimś - zaśmiałam się - Mieszkasz z rodzicami?
- Z Mariuszem. A z rodzicami, no bo wiesz... - podrapał się po głowie
- Synuś mamusi, wiem - puściłam mu oczko - U wszystkich w tym momencie prysznic time?
- Tak, raczej tak. Tylko nie u ciebie, jak widać. Nachodzisz ludzi, a może oni chcą się wykąpać? Nawet nie pomyślałaś? Chociaż ja nie mam nic przeciwko, mnie możesz nachodzić.
Zaśmiałam się i zapisałam co miałam na kartce.
- Będę lecieć dalej, ale będę miała widoki, wszyscy po prysznicu, żyć nie umierać.
Uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi. Zapukałam do następnych. Zati z Gumą. W kolejnym pokoju Buszek z Miką. Na kolejnych drzwiach kartka "Bełchatowska spółka". Zapukałam, otworzył mi Wrona, tym razem bez czapki na głowie. W dalszej części pokoju zobaczyłam Karola robiącego selfie.
- Zapisuję kto mieszka w jakim pokoju, chociaż po kartce na drzwiach już będę wiedziała - uśmiechnęłam się i zapisałam. Do drzwi podszedł Kłos.
- Gabrysiu, zrobisz sobie ze mną selfie, prawda, prawda, prawda, prawda? 
- Zależy ci aż tak bardzo?
- Może nie będę miał tyle serduszek pod zdjęciem, jak będę na nim z dziewczyną - zaśmiał się i zrobiliśmy selfie. Wyszłam z pokoju, a on za mną.
- Masz facebooka, prawda? No, ja wiem że masz. Bo chodzi o to, że Andrzej mnie dogania z lajkami, a więc potrzebne mi jest twoje polubienie, mojego "Trafiła Kosa na Kłosa, Karola Kłosa". To jak będzie?
- Karolku, przykro mi, nie mam facebooka... Ale dla ciebie się poświęcę i założę, a potem polubię.
- Naprawdę? O matko, matko, dziękuję! - Karol podskoczył do góry, klasnął w ręce, pocałował mnie w policzek i pobiegł do pokoju. Co za człowiek.
Zapukałam do kolejnego pokoju. Usłyszałam bartmanowe "Kto tam?".
- Gabrysia, mogę?
- Nie nie nie nie nie nie, Zbyszek nie otwieraj jej, ona jest zła! Albo ja na nią jestem zły. Tak to też - Pit zaczął lamentować, momentami głos miał jak jakaś dziewczyna.
- Dobra, już nie trzeba, wiem, kto mieszka w tym pokoju - zapisałam i podeszłam do następnych drzwi. Nagle drzwi z poprzedniego pokoju się otworzyły i wyszedł z nich Bartman.
- Ale ja mogę przyjść wieczorem? Tylko wiesz, nic mnie nie boli... - chyba próbował uśmiechnąć się zalotnie. Walnęłam go teczką po głowie i zapukałam do następnych drzwi. Dziku z Arturem.
Obeszłam wszystkie pokoje i wróciłam do swojego. Zaraz przyszedł Mariusz. Rozmasowałam mu nogę, nic nie powinno być. Pogadałam z nim chwilę. Mariusz poszedł do swojego pokoju, życząc mi dobrej nocy. Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka. Wyciągnęłam laptopa i jak obiecałam, założyłam facebooka. Polubiłam stronę Karola. Zobaczyłam zdjęcie, które dodał ze mną. Faktycznie, nie było serduszek, tylko pytania, kim jest ta dziewczyna. Zaśmiałam się pod nosem. Oczywiście Kłos nie napisał kim jestem. Żeby Andrzejowi nie było smutno, polubiłam też jego stronę, niech się chłopak cieszy. Przejrzałam jeszcze pocztę, odłożyłam laptopa i zasnęłam.

_______________________________________
Jeśli kogoś informować na twitterze, piszcie w komentarzach nazwy :)

piątek, 18 lipca 2014

2.

Zgasiłam swoje auto i wyciągając walizkę wysiadłam z niego. Rozejrzałam się dookoła. Okolica wygląda całkiem miło i przyjemnie. Westchnęłam głęboko i ruszyłam w stronę wejścia do ośrodka z walizką. Czyżby miał się zacząć nowy rozdział w moim życiu? Po chwili poczułam że tracę równowagę. Bliskie starcie z podłogą na początek. Ja pierdole. Piękne lądowanie na samym wejściu. Dostałabym same 20 normalnie.
- Przeeeepraszam, coś się stało? - usłyszałam jakiś głos, podniosłam głowę i zobaczyłam wyciągniętą w moją stronę rękę Krzyśka Ignaczaka. Jest tak charakterystyczną postacią w kadrze, że jego akurat znałam, mimo, że za bardzo się nie interesowałam.
- Nie, nic mi się nie stało. - złapałam jego rękę i podniosłam się otrzepując "kurz" z ubrania.
- O proszę, widzę nowa pani fizjoterapeutka. Krzysiek jestem - ujrzałam uśmiechniętego Igłę, a ja zaczęłam się zastanawiać, skąd wie. Po chwili przypomniałam sobie, że jestem ubrana w reprezentacyjną bluzkę, bo dres za piękny nie był, wolałam swój. Tamten będzie na mecze.
- Tak zgadza się. Gabriela. - tym razem ja się uśmiechnęłam - Gdzie tutaj jest recepcja?
- Prosto i w pra...
- Igła nie czaruj tam, myślisz, że dostaniesz dodatkowy masaż? - spojrzałam na wychodzącą zza filara zgraję siatkarzy, którzy w tym momencie śmieli się do rozpuku.
- Tylko ja dostanę - uśmiechnęłam się, gdy w moją stronę ruszył Artur i pocałował mnie w policzek
- Ale jak to? Artur, co to ma znaczyć? - nagle za Arturem stanął Bartman - wy nie jesteście razem, prawda? Bo wiesz...
- Nie jesteśmy razem. - powiedziałam przewracając oczami
- Och, jak dobrze - Bartman ujął moją dłoń i pocałował moją dłoń - Zbyszek jestem, lepiej zapamiętaj to imię bo... przyda ci się - wyszczerzył się, a ja znowu słyszałam wybuchy śmiechu ze strony reszty grupy
- Więc tak, siatkarzyki, jestem Gabriela i będę drugą fizjoterapeutką.
Po chwili tabun wysokich zwierząt zbliżył się do mnie, wszyscy zaczęli mi się przedstawiać. Są tu ptaki, jednego okrzyknęli Dzikiem, prawdziwe zoo. Jeden z ptaków wraz z kolegą byli w czapkach, takich SŁEEEG. Pewnie zimno im w głowy, bo są wyżsi a klimatyzacja wyżej daje bardziej. Jeden miał takie dziwne nazwisko, skojarzyło mi się z jakąś bajką... Myszka Miki? Tak, to chyba to. No i ten z pięknymi oczami...Winiar, Michał się przedstawiał. Ale już Gabryśka, ogarnij się. Nie tylko oczy miał piękne...O czym ja myślę? Boże.
- Więc, czy mógłby mnie któryś z was zaprowadzić do recepcji? Muszę gdzieś zamieszkać w końcu.
- Ale po co ci recepcja? Możesz zamieszkać u mnie, co prawda łóżka wolnego nie mam, ale mogę mieć. - spojrzałam na szczerzącego się Bartmana, który po chwili się odwrócił w stronę kolegów - Pit spierdalasz.
- Nie dzięki, oferta kusząca, ale wolę jednak mieć normalne zapachy w pokoju - zaśmiałam się a reszta siatkarzy zawtórowała mi. Ruszyłam w stronę recepcji. Załatwiłam sprawy z recepcjonistką, odebrałam kluczyk i weszłam do windy, bo pokój miałam na 2 piętrze. Gdy wyszłam z windy, zobaczyłam Winiara.
- Czyżbyś miała pokój na przeciwko mnie?
- Czyżbyś mnie śledził? - podniosłam głowę do góry, żeby na niego spojrzeć. Czemu oni są tacy wysocy?
- Skądże znowu, jestem kapitanem i chcę, żebyś się tu dobrze czuła i nie nudziła, chociaż z tymi debilami nie masz się o co martwić. - zaśmialiśmy się oboje. Popatrzyłam na numerek i stanęłam przed drzwiami.
- 43, to tutaj. Na przeciwko ciebie? - uśmiechnęłam się do niego i otworzyłam pokój. Michał odwrócił się ode mnie, po chwili zobaczyłam otwarte drzwi od przeciwnego pokoju.
- Przypadek? - uśmiechnął się i puścił mi oczko.
Odwzajemniłam uśmiech i weszłam do pokoju zamykając za sobą drzwi. Wyjęłam swoją teczkę z wszystkimi danymi zawodników i spojrzałam na listę. Jedyne co mnie od początku zastanawiało, to gdzie jest Kurek? Na liście również go nie było. Odłożyłam teczkę i zaczęłam się rozpakowywać. Nagle usłyszałam walenie do drzwi. Takie porządne walenie. Krzyknęłam "proszę" i do pokoju wpadł zdyszany blondyn z odrostami.
- Pani fizjoterapeutko, Gabrysiu, przetrzymasz mnie tu chwilę? Taki mutant zwany też Wroną mnie goni. Zepsuł mi się majonez i musiałem coś z nim zrobić, rozumiesz mnie? A jego buty aż same się prosiły.
Przez korytarz coś przebiegło krzycząc "Karolkuuu!", więc po chwili Karol zerwał się i wybiegł z pokoju rzucając w moją stronę: "Dziękuję!". Pokręciłam głową śmiejąc się pod nosem. Będę się z nimi miała...

Wyszłam z pokoju przekręcając kluczyk. Ruszyłam w stronę pokoju 50, gdzie pomieszkiwał trener Antiga. Zapukałam, usłyszałam "Proszę", weszłam.
- Dzień dobry trenerze, czy dzisiaj mam coś do zrobienia?
- Dzisiaj o 19 będziemy mieli jeszcze trening, dobrze by było, żebyś się na nim zjawiła, a tak na razie odpocznij i obejrzyj okolicę. - odpowiedział ze swoim akcentem
- W porządku, a mam jeszcze jedno pytanie...Co z Kurkiem? Nie widziałam go na liście.
- Wróci do nas w przyszłym tygodniu, ma problemy z plecami.
- Okej, dziękuję. Do zobaczenia później.
Wychodząc zamknęłam za sobą drzwi i uśmiechnęłam się. Parę dni bez spotkania więcej.

wtorek, 8 lipca 2014

1.

Kurek. Pierdolone wspomnienia. Stał tam z jakimś swoim kolegą, patrząc po wzroście też siatkarz. Spojrzałam jeszcze raz w ich stronę, po czym odwróciłam głowę. Zrobiło mi się gorąco, nogi mi się ugięły. Musiałam usiąść na ławce. Po co tu wracałam? Łudziłam się, że może go już tu nie będzie. Z tego co przeczytałam, wypowiadał się, że nie odejdzie z Bełchatowa. Że kocha to miejsce, kocha ten klub. A ja... nie musiałam tutaj wracać. Skończyłam studia w Warszawie, miałam tam mieszkanie, mogłam tam zostać. Artur, mój przyjaciel, też mnie do tego namawiał. Również był siatkarzem. Tyle siatkarzy w życiu, czy to jest normalne? O tym, kim jest Artur przynajmniej wiedziałam od początku. Nie to, co o panu Bartoszu. Chciał chyba grać ze mną w to dłużej, ale widział, że sport zaczyna mnie kręcić. Prowadził podwójne życie. Jedno ze mną - nigdy mi dokładnie nie powiedział, gdzie pracuje, ale wychodził codziennie rano do pracy. Wracał popołudniu. Nigdy nie chciał ze mną wychodzić, chyba, że było już naprawdę późno i ciemno. Czasem znikał też gdzieś po przyjściu do domu. Przychodził na godzinę, kąpał się, wychodził. Cały czas powtarzał mi, że ma w pracy robotę, wynagrodzi mi to. W życiu bym nie powiedziała, że jest siatkarzem, gra w klubie, gra w reprezentacji. Najlepsze było jednak to, że w drugim życiu też był w związku. Był z jakąś tlenioną blondyną, wyglądała jak dziwka do przeruchania i zostawienia, a jednak. A jednak to mnie zostawił, wybrał tamtą, wybrał popularne życie, w gazetach, telewizji, internecie. Dowiedziałam się wszystkiego przypadkiem. Zobaczyłam go ze swoją lafiryndą na spacerze, obok nich biegł dziwny człowiek z aparatem robiący im zdjęcia. Jedno wydarzenie, które zmieniło całe moje życie. Potem wszystko potoczyło się inaczej. Dalej z nią jest, nie dało się nie zauważyć. Celebryta. "Zadzwonię, zostaniemy przyjaciółmi" - a mój numer to mu chyba krasnoludki z telefonu skasowały. Artur był jedyną osobą, która wiedziała o wszystkim. Rodzicom i znajomym powiedziałam, że nam nie wyszło. Tak jak ja, z całego serca nienawidził Kurka. Odwróciłam głowę jeszcze raz w stronę mężczyzn, którzy odchodzili w przeciwną stronę. Po chwili wstałam z ławki i ruszyłam w stronę domu. Nie miałam już ochoty na dalszy spacer.

Leżałam na łóżku przykryta kocem, wpierdalając lody. Na ekranie laptopa jakaś komedia romantyczna. Bo co miałam robić? Jestem po studiach, jestem fizjoterapeutką bez pracy. Jedyne co mogło mi poprawić humor w tym momencie to rozmowa z Arturem. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer.
- Cześć, co słychać?
- Co się stało? - znał mnie za dobrze, żeby po głosie nie zauważyć, że jest coś na rzeczy
- Widziałam go... jest tutaj.
- Skurwiel. 
- Dobra, opowiadaj co u ciebie. - chciałam zmienić temat
- Słuchaj Gabi... dostałem powołanie do reprezentacji!
Usłyszałam jakiś huk, pewnie podskakiwał i coś zrzucił. Cały Szalpuk.
- Co zwaliłeś? - spytałam śmiejąc się cicho
- Żyrandol... nic takiego.
- Wiesz jak się cieszę? Nareszcie!
- W sumie fakt, mi też się nie podobał ten żyrandol. Chciałem kupić coś nowego...
- Debilu, o powołaniu mówię! - zrobiłam facepalma dalej się śmiejąc
- Aaaa, to ja też się cieszę! Gabi, kończę bo koledzy wpadli, trzymaj się.
- Pa.
Spojrzałam na wyświetlacz i rzuciłam telefon na łóżko. Było po 21. Stwierdziłam, że pójdę się wykąpać. Wzięłam z półki czystą bieliznę i koszulkę do spania i poszłam pod prysznic. Wykąpałam się, położyłam do łóżka. W mojej głowie znów pojawił się obraz, który zobaczyłam dzisiaj na spacerze. Konkretnie ta jedna osoba. Napisałam Arturowi sms-a: "Dobranoc :*" i po chwili usnęłam.

Rano obudziłam się z nastawieniem, że muszę znaleźć pracę. Przecież nie będę siedzieć cały czas w domu. Przygotowałam sobie śniadanie i włączyłam laptopa. Po godzinie szukania, znalazłam kilka ciekawych ogłoszeń. W jednym z nich poszukiwali fizjoterapeuty do pomocy w reprezentacji polskich siatkarzy. Westchnęłam i stwierdziłam, że to jest coś dla mnie, coś, w czym będę mogła się spełniać. Będę się widywała z Arturem. Nie obchodził mnie w tym momencie celebryta. Zadzwoniłam, umówiłam się na spotkanie. 


2 dni później byłam już drugą fizjoterapeutką reprezentacji Polski siatkarzy.

______________________________________
Jedyneczka jest. W opowiadaniu Bartek dalej gra w Skrze.
jak ktoś chce być informowany o nowych to pisać, podawać tt :)

Prolog

„Gabryśka, przepraszam.”
Zobaczyłam go. To wszystko znowu wróciło. Przed oczami miałam mi jego wyraz twarzy, gdy to mówił. Jego sylwetka, gdy odchodził. Wróciło, gdy ja wróciłam do Bełchatowa.